Muuuzykaaa...
Gusta są różne, jasne, bezguścia nie brakuje również, równowaga w przyrodzie musi być. Nie ważne, ciekawe jest to, jak różni ludzie na to patrzą na te same rzeczy.
Moja muzyka musi hipnotyzować, elektryzować, z taką mogę się nie rozstawać, takiej mogę słuchać jak w transie, przez całą noc, jak opętana, aż moje żyły zaczną pulsować w rytm muzyki, aż krew zacznie płynąć w tempie piosenki... Wiele piosenek kojarzy mi się z różnymi sytuacjami, budzą określone emocje, nie lubię się nimi dzielić, są moje, osobiste, nasze, moje i twoje, moje i jej, moje i moje i nie dam nikomu ich dotknąć, nie chcę, żeby ktoś mi je zepsuł. Emocje, emocje, emocje są pierwsze i ta krew, co poznaje rytmy.
***
-Posłuchaj tego, świetny kawałek.
-A o czym jest?
***
Zabiłeś mnie.
Kurde, zabiłeś. O CZYM JEST...?
O tym, co tu i teraz, oczywiście.
A potem, że łzy w niebie nie mogą mi się już dobrze kojarzyć. Bo JUŻ WIEM, O CZYM... Ale przecież to oczywista oczywistość, dobrze wiedzieć, 'co autor miał na myśli'. Tylko, czy to później będzie dla mnie ta sama piosenka...?
***
Piosenka jako fragment historii obiektywnie vs jednostka, zamykająca swoją historię w piosence. O czym to jest... Tym jednym pytaniem przedefiniowałeś moje pojęcie muzyki.
Ale wzbogaciłeś czy zubożyłeś?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz